Kilka słów o mnie

Mam na imię Ola i obecnie mieszkam w Niemczech. Ukończyłam studia na wymarzonym kierunku – kosmetologia. Jestem perfekcjonistką (z natury, nie z wyboru – co często jest powodem mojej irytacji) i miałam konkretne plany na przyszłość. Dlaczego więc dziś mieszkam w Niemczech i dla kogo chwilowo porzuciłam dalszą edukację? Kim jest ta dziewczynka o hipnotyzującym, ale niezwykle mądrym spojrzeniu na zdjęciu głównym? Chcę opowiedzieć Ci naszą historię, która być może pomoże Ci spojrzeć inaczej na wiele spraw. Sama stając przed tym, co życie przygotowało dla mnie bez żadnego ostrzeżenia byłam przerażona i nie wiedziałam, czy dam sobie radę. Kiedy pierwszy raz stanęłam realnie oko w oko z małym człowiekiem z wadą serca, wiedziałam, że zrobię dla niej wszystko. Byłam „zielona” w temacie. Zagubiona w nowym, trudnym świecie. Przytłoczona rzeczywistością. Szukałam kogoś i łapałam się kurczowo każdej iskierki nadziei. Dziś chciałabym przekazać ją dalej. Niech płonie najjaśniejszym płomieniem.

Nasza historia

Dzień ślubu jest często momentem przełomowym w życiu. Wiem, nie dla każdego. Dla nas jednak był to bardzo ważny i wyjątkowy dzień. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że za trzy lata będziemy mieszkać w Niemczech, a ja będę pisała bloga w którym opowiadam historie z naszego życia, z całą pewnością popukałabym się w czoło i odebrała to, jak dobry żart. Mieliśmy zupełnie inne plany. Ja zaczynałam właśnie magisterskie studia na kierunku kosmetologia. Od pierwszego dnia studiów licencjackich wiedziałam, że to jest to, co chcę z życiu robić. Uwielbiałam swoją pracę i już wtedy wiedziałam, że nie zakończę edukacji na studiach magisterskich. Poświęcałam się temu całkowicie. Cały czas chciałam wiedzieć więcej. Miałam bardzo konkretne plany na przyszłość, wszystko dokładnie zaplanowane. I z całą pewnością nie było w nich żadnej wyprowadzki poza granicę Polski, ani tym bardziej pisania bloga. Ale czasem w życiu bywa tak, że Ktoś ma dla nas zupełnie inny plan.

Wiadomość o powiększeniu się Rodziny w niedalekiej przyszłości była dopełnieniem naszego szczęścia. Byliśmy przekonani, że nic już nie zakłóci tej radości. Bo niby dlaczego miałoby coś pójść nie tak? Jesteśmy młodzi, zdrowi i głodni życia. Później przyszedł moment, kiedy świat zaczął walić nam się na głowę, a ziemia osuwała się spod nóg coraz bardziej z każdą kolejną informacją.

Wraz z końcem 2016 roku zostaliśmy rodzicami Michalinki, która urodziła się z poważną wadą serca.  Przewartościowała nasze życie całkowicie. To ona nauczyła nas inaczej patrzeć na świat i cieszyć się każdym dniem. Nauczyła nas, jak bardzo ulotne są chwile, a przede wszystkim tego, że niemożliwe nie istnieje. Ja radziłam sobie z tą trudną sytuacją na dwa sposoby. Jednym z nich było przelewanie swoich emocji na papier. Pomagało mi to układać pewne rzeczy w mojej głowie. Odkryte przez przypadek zamiłowanie do pisania zostało mi do dziś. Podobno nawet są osoby, które chcą to czytać i co więcej, sprawia im to przyjemność. Stąd pomysł na bloga. Chcę podzielić się z Wami naszą historią. Wiele osób, które są z nami od samego początku uważa że jest ona niezwykła. Chciałabym także pokazać, jak wiele małych i większych cudów dzieje się wokół nas każdego dnia, ale często poprzez przytłaczającą nas codzienność i nierzadko rutynę, nie zauważamy ich. Każdy dzień wart jest zachodu 😉

Zapraszam do naszego świata.

Blog Feed

#8 Michalina

Pamiętam dokładnie nasz pierwszy konkretny krok w stronę konsultacji wyników z profesorem Malcem. Był to mail wysłany do pani Oli z Fundacji Cor Infantis. Opisaliśmy krótko naszą historię i z nadzieją na jakąkolwiek pomoc dodaliśmy, że decyzja jest dla nas bardzo trudna i nie wiemy w którą stronę mamy iść. W odpowiedzi otrzymaliśmy telefon z …

#7 Odpowiedź

W rękach trzymaliśmy diagnozy od sześciu lekarzy. Mimo, że trafiliśmy do najlepszych specjalistów w Polsce, to nie wszystkie diagnozy były ze sobą zgodne. Często odbiegały od tych postawionych na początku. Każdy z lekarzy dawał nadzieję, że będzie dobrze. Każdy z nich widział szanse, choć metody leczenia różniły się od siebie znacząco. Byliśmy w niezwykle trudnej …

#6 Światło

Nie wiem nawet ile czasu minęło od dnia, w którym dowiedzieliśmy się o wadzie serca naszej córeczki. Mam wrażenie, że cały ten czas leżałam w łóżku i płakałam, nie mając sił w ogóle z niego wstać. Nikt z rodziny nie wiedział co mówić, jak pocieszać, jak się zachować. Bo co można powiedzieć, jeśli serce, najważniejszy …

„Impossible doesn’t exist.”

Niemożliwe nie istnieje

Napisz do mnie

Chcesz się ze mną skontaktować?

Napisz wiadomość na:

aleksandra.bnk@gmail.com