Kilka słów wstępu

To jest ten moment, w którym muszę przyznać, że staje się niemożliwe. Nigdy nie pomyślałabym, że do tego dojdzie, a jednak. Już tłumaczę.

Od blisko 3 lat prowadzę z mężem pewną stronę na Facebooku. Dzień, w którym ją założyliśmy, pamiętam jak dziś. Równie dobrze pamiętam, co działo się wcześniej. Jak bardzo biliśmy się z myślami, co robić. Z tamtego okresu większość rzeczy, a raczej taką „normalność” pamiętam jak przez mgłę. Chwila – czy my wtedy w ogóle mogliśmy mówić o normalności…? Ale są sytuacje, które pamiętam tak dokładnie, jakby wydarzyły się wczoraj. Mimo ogromnego postępu technologii (a co za tym idzie – mediów społecznościowych) ja nie miałam ochotę na zabawę w „fejsbuki czy instagramy). Owszem, miałam swój profil i dodawałam sporadycznie jakieś zdjęcie. Ale świętością była dla mnie zawsze moja prywatność. Miałam wrażenie, że w dobie internetu właśnie to pojęcie „prywatności” się gdzieś zatraca. Obiecałam sobie, że choćby nie wiem co, jeśli będę kiedyś miała dzieci, pozwolę im zadecydować o istnieniu w Internecie. Jak to w życiu bywa, czasem Ktoś sprawdza, na ile wytrwamy w naszych obietnicach. Ja poległam. Przyszedł moment, że musiałam podjąć decyzję. Trzymać się swojej obietnicy czy ją złamać i ratować życie swojego dziecka…? Ta decyzja była tak samo trudna, jak oczywista. Musiałam poukładać sobie w głowie wiele rzeczy. Musiałam przełknąć to, że sami nie pomożemy naszemu dziecku. Matczyna miłość może naprawdę wiele, ale nie wszystko. Od chwili, w której dodałam na stronę pierwsze jej zdjęcie, jednocześnie mając w głowie słowa: „przepraszam córeczko” do dziś minęło ponad 2,5 roku. Teraz jestem niesamowicie szczęśliwa, ale też dumna z siebie i podjętych w moim życiu decyzji. Nie żałuję. Mam świadomość tego, ilu osobom pomogła nasza historia, nasze podejście, postępy Michaliny czy informacje, które tam zamieszczaliśmy. Był taki czas, kiedy wiele osób pisało w komentarzach o tym, żebym napisała książkę. Kilka osób z rodziny już wcześniej mi o tym mówiło. Uśmiechnęłam się ,podziękowałam i pomyślałam: ‚Tak. Ja, jako autorka książki – niezły oksymoron”. Odbierałam to wtedy jako ogromny komplement, jednocześnie nigdy nie biorąc tego na poważnie. Z czasem zaczęły pojawiać się długie wiadomości prywatne, rozmowy z zupełnie obcymi dla mnie osobami, które namawiają, podają mocne argumenty i dają mi jakąś nadzwyczajną siłę i motywację, a przede wszystkim wiarę w siebie, której wcześniej nie miałam – zaczęłam się mocniej nad tym zastanawiać. Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że napisanie czegoś, co można będzie nazwać książką jest niezwykle czasochłonne (eureka!), a jak już się uda, to znalezienie wydawnictwa, które się pod tym podpisze i wydanie owej lektury wymaga jednak ogromnego nakładu finansowego. Moją myślą przewodnią było, iż niemożliwe nie istnieje, ale jednak to marzenie postanowiłam odłożyć w czasie. Tak, spisanie naszej historii na prawdziwych kartkach stało się z czasem moim marzeniem. A raczej to, że mogłaby ona komuś pomóc. Póki co, znalazłam alternatywę. BLOG. To słowo do dziś mnie parzy. Jakoś tak pobieżnie zawsze traktowałam wszystko, co jest „w sieci”. Mam świadomość, że strona może zniknąć, serwer paść, program, w którym piszę może się zawiesić, a dane mogą okazać się nie do odzyskania. Historia zapisana na papierze, zostanie tam już na zawsze. Książka przekazywana sobie z rąk do rąk ma w sobie pewną tajemnicę. Przeczytana od deski do deski zatrzymuje w sobie emocje kolejnych czytelników. Taka historia żyje. Nie zgubi się pomiędzy kolejnymi memami udostępnianymi masowo na portalach społecznościowych. Sięgnie po nią tylko ten, kto chce wejść w nasz świat.

Tak jak wspomniałam wcześniej, marzenia póki co pozostają w sferze marzeń. Ale odważyłam się na nowoczesny krok w przód. Przyznam Wam się do czegoś. W życiu codziennym jestem raczej bardzo zachowawcza i każdą decyzję staram się przemyśleć co najmniej paręset razy. Zawsze zastanawiam się tak długo, że w końcu zaczynam znajdować coraz więcej minusów niż plusów konkretnego pomysłu. Uważam, że nie jest on dostatecznie dobry. Ostatecznie stwierdzam, iż pomysł jest totalnie do niczego albo, że w sumie to i tak nic by z tego nie wyszło. Wiatr w żagle przestaje wiać, nie ma już motywacji i chęci. Myślę, że z tego powodu nie wdrożyłam w życie naprawdę fajnych projektów (o dziwo, jednak po czasie okazuje się, że nie były takie złe). Jestem dla siebie dość surowa i w mojej ocenie z góry skazane były one na niepowodzenie. ODWAGA. Tego zawsze mi brakowało. Tym razem postanowiłam… gdzie tam postanowiłam, nie miałam czasu przemyśleć, bo pomysł jest zupełnie świeży! Minęły jakieś dwa tygodnie od czasu, kiedy moja siostra zaczęła mnie namawiać, do podjęcia decyzji. Uwierzycie? Jeszcze nigdy mi się to nie zdażyło 😉 Znacie Króla Juliana z Madagaskaru? Myślę, że śmiało można powiedzieć, że działam według jego motta: „Teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu.” Może wyprzedzę swoje demotywujące myśli. 

Do brzegu. Ten blog powstaje po to, bym mogła opowiedzieć więcej. Wyrzucić z siebie to, co leży na dnie serca. Powspominać momenty także te niezwykłe, radosne, magiczne. Pośmiać się ze swoich wcześniejszych obaw. Tworzę miejsce, gdzie być może wrzucę nigdy wcześniej nie publikowane teksty. Obawy są spore, ekscytacja jeszcze większa.

Nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć – Zapraszam do naszego świata.

Niestety, muszę uprzedzić – przypuszczam, że posty będą kilometrowe – Za co z góry przepraszam. 😉

Pogoń za marzeniem ma swoją cenę. Być może będziemy musieli zmienić nasze zwyczaje, przejść trudne chwile, przeżyć rozczarowanie. Ale nieważne, jak wysoką cenę przyjdzie nam zapłacić. I tak zawsze będzie niższa od tej, jaką zapłaci człowiek, który nigdy nie zaryzykował.

– Paulo Coelho

14 odpowiedzi na “Kilka słów wstępu”

  1. Brawo Ola!!
    Jestem z Ciebie dumna!!
    I odrazu zapowiadam i obiecuję być jedną z najwierniejszych czytelniczek. 😉Uwielbiam jak piszesz!!

    PS. Natalia (starsza siostro) cudownie że udało Ci się namówić Olę. 😘

    PS. Ogromne całuski od Tymianka i Ciotki dla Królewny Michalinki😍💐😘

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.